Mieliśmy bardzo ciekawy program wycieczki, który zaproponowało nam Biuro Turystyczne Robin Tour z Kołobrzegu z jego właścicielem Panem Andrzejem Drozdem. W pakiecie otrzymaliśmy również wspaniałą opiekę i transport firmy Styl Bus ze Stargardu wraz z nietuzinkowym kierowcą Panem Krzysztofem. Byliśmy „ zaopiekowani” pod każdym względem, za co obu Panom bardzo dziękujemy.
Zwiedzaliśmy rezydencje Czartoryskich i Zamojskich. Strony tak piękne, że nie dziwota, że wszystkie szlacheckie polskie rody miały tam swoje cudowne rezydencje. Odwiedziliśmy Puławy, Poniatową, urokliwy Kazimierz Dolny ze swoimi zabytkami i przyrodą, Lublin, Nałęczów, Zamość , Kozłówkę i Zwierzyniec z kościołem „ Na wodzie „ .
Jedyny smutny i dający dużo do myślenia akcent w Kazimierzu Dolnym, to widok Wisły, naszej największej rzeki, którą aktualnie można w wielu miejscach przejść „ suchą stopą”. Kapitan statku, którym nasza wycieczka udała się w rejs po Wiśle musiał cały czas sprawdzać mielizny i badać dno. Aktualnie średnia głębokość rzeki to 40 cm.
Historia tego pięknego zakątka naszego kraju była wyczuwalna na każdym kroku, pisana losami znanych Polaków pchała się do nas z każdego zakątka, zabytku, czy kościoła. Widoki plantacji chmielu, tytoniu, ziół, malin, czy sady leszczynowe, to właśnie znaki tej ziemi. Trafiliśmy na przewodników zakochanych w swoich stronach, którzy przekazywali nam mnóstwo wiedzy, a niektórych wręcz trzeba było hamować, żeby nas nie „ zagadali” na amen.
W czasie pobytu i zwiedzania rezydencji Zamoyskich w Kozłówce dane nam było spotkać osobiście spadkobierczynię fortuny Zamoyskich Panią Jadwigę Zamoyską ( Inkę ). Dzięki swojej otwartości i miłości do rodzinnego domu rodziców i rodzeństwa Pani Jadwiga współpracuje z Muzeum Zamoyskich w Kozłówce na wielu polach: począwszy od historii, przez plenery malarskie, a na cyklicznych spotkaniach publicznych „Herbatka z Hrabiną” skończywszy.
Trzeba wspomnieć o świetnych hotelach i pensjonatach, które Pan Andrzej wybrał na nasze noclegi. Np. w Zwierzyńcu, w pensjonacie „ Pan Tadeusz” ostatniego dnia przed wyjazdem do domu dzięki staraniom biura podróży oraz właściciela pensjonatu czekały na nas same niespodzianki: mieliśmy po kolacji uroczy wieczór z muzyką i wspaniałym poczęstunkiem. Nie sposób nie wspomnieć o gorącym chlebie pieczonym przez właściciela, o pieczonych pierogach, swojskich wędlinach i serach, kilku sałatkach do wyboru -mniam, mniam. Część muzyczna kolacji to nie tylko tańce i muzyka puszczana elektronicznie, ale też przyśpiewki ludowe i pieśni biesiadne przy akompaniamencie akordeonu. Zabawa była przednia trwała do 23-iej.
Jeszcze pod jednym względem nasza wycieczka była wyjątkowa, jeszcze nigdy nie wydarzyło się tyle kontuzji, co tym razem. Mieliśmy skręcone kolano, złamany nadgarstek, skręconą kostkę, wizyty na SOR-ze, upadek na chodnik
w parku, lekkie poparzenie herbatą, wylaną w autokarze kawę i tak to się działo przez pięć dni. Mam nadzieję, że to było jednorazowe wydarzenia, bo inaczej żartując z tego co zaszło będę musiała zabierać pełną apteczkę, bandaże, ortezy, tabletki przeciwbólowe i maści. Oby nie …
Dziękuję wszystkim na miłe towarzystwo i do zobaczenia na kolejnych wycieczkach.
Stargard 8-12.10.2026.
Opracowała: Jolanta Żyłczyńska