Wczoraj, tj. 28.04.2026 pojechaliśmy na naszą kolejną wtorkową wycieczkę. Tym razem, pociągiem dotarliśmy do wsi Sokoliniec. Po wyjściu z pociągu, policzyliśmy się, było nas 32 osoby i poszliśmy do wsi ,aby obejrzeć ruiny pałacyku, który jeszcze do 80-tych lat ubiegłego wieku był w dobrym stanie. Przed wiekami pałac należał do właścicieli tej wsi, którzy w ciągu wieków zmieniali się. Początki wsi datowane są na XV wiek. Pierwszym właścicielem tych terenów był Mateusz von Guntenrsberg. Był on też właścicielem innych wsi jak Pęzino, Brudzewice, Wapnica i Rybaki. Kolejny właściciel tych ziem, Karol Krystian F. Hoffmuler wybudował w 1862 roku pałac w stylu gotyckim i urządził piękny ogród przypałacowy. Po II wojnie światowej, pałac z terenami ziemskimi przejęły Państwowe Nieruchomości Ziemskie i został tam założony PGR. Po likwidacji PGR, po roku 1991 , tereny przejęła Agencja Rolna Skarbu Państwa. Pałac nie zabezpieczony ulegał powolnej ale stałej dewastacji. Obecnie cały teren pałacu z ogrodami należy do prywatnych właścicieli. Sadząc po wyglądzie dzisiejszych ruin widać, że pałac stanowił bardzo ciekawy obiekt. My obejrzeliśmy pałac od zewnątrz, gdyż chodzenie wewnątrz zrujnowanego obiektu było zbyt niebezpieczne i poszliśmy dalej, opuszczając wieś Sokoliniec i ruszyliśmy w kierunku wsi Rybaki. Szliśmy starą asfaltową szosą wśród zieleniących się drzew. Nasz pochód rozciągnął się na znacznej odległości. Musieliśmy tak iść jeden za drugim, bo szliśmy po publicznej drodze, po której co jakiś czas przejeżdżały samochody. Po przejściu około 3,5 kilometrów dotarliśmy do Rybaków. Na końcu wsi jest gospodarstwo pani Marioli z którą już wcześniej ustaliliśmy, że przyjdziemy do niej na dobrą rybkę. Weszliśmy na teren gospodarstwa. Pani Mariola wyszła do nas i przywitaliśmy się. To gospodarstwo jest nam znane, bo tu już raz byliśmy. Pani Mariola w ciekawy sposób opowiedziała nam o „mieszkaniu pod jednym dachem” z samicą rysia z młodym i o tym, o ile uszczuplił się jej ilostan drobiu w tym czasie. Wszyscy zajęli sobie wygodne miejsca przy stolach. A że pogoda była bardzo słoneczna, to nasze stoły stały na zewnątrz zabudowań gospodarczych. Dawniej, był tu dobrze prosperujący, aż do lat 80-tych XX wieku, wodny młyn. Wodę na koło młyńskie dostarczała przepływająca w pobliżu Ina, od której był odprowadzony kanał młyński. Na tym obszarze jest dosyć duży spadek terenu, więc było bardzo zasadne wybudowanie tu młyna. Dzisiaj po młynie pozostały tylko nieczynne budynki. Teren jest taki bardzo naturalny. Przyjeżdża tu latem sporo osób z dziećmi, które chcą być bliżej natury i cieszyć się przyrodą bardzo tutaj naturalną. Dzieciaki mają tu sporo terenu do biegania. Właścicielka, pani Mariola przygotowuje tutaj naprawdę smakowite pstrągi w takiej, fajnej, brązowej panierce. Rybka nam wszystkim smakowała. Przyniesione ze sobą kanapki trzeba było zatem zabrać ze sobą do domu. Pooglądaliśmy też okolice młyna. Przepływająca tutaj Ina jest dużo węższa niż w Stargardzie, ale ma bardzo szybki nurt ze wzglądu na duże spadki terenu. Czuliśmy się tutaj naprawdę bardzo swojsko. Po ponad dwóch godzinach musieliśmy iść dalej, bo czekała nas droga do Recza. Teraz szliśmy drogą 151, po której nieco więcej samochodów jeździło. Ale wszyscy zdyscyplinowani, szliśmy lewą stroną szosy, a szosa też była dużo szersza niż poprzednia, tak, że szliśmy sobie bezpiecznie. Po około 4 kilometrach doszliśmy w pobliże stacji kolejowej Recz Pomorski. Mieliśmy jeszcze sporo czasu do pociągu i mogliśmy jeszcze pójść do rezerwatu gdzie rośnie czosnek niedźwiedzi. Mieliśmy w planie obejrzenie tego czosnku, który w pobliskim lasku tworzy bardzo duże i mocno zielone lany, niczym grube dywany. Za około tydzień będzie tu bardzo biało od kwitnącego czosnku. Ponadto dywany czosnkowe poprzecinane są strumykami które odprowadzają wodę z pobliskich stawów. Teren bardzo ładny, a powietrze pachnie czosnkiem, ale dużo łagodniejszym niż znany nam zapach czosnku stosowanego w kuchni. W tym czosnkowym lesie na zwalonych pniach drzew, można było sobie odpocząć i poczekać do przyjazdu naszego pociągu. Poszliśmy na peron na stacji Recz i gdy nasz pociąg przyjechał, pojechałyśmy do Stargardu.
Opracował: Zbyszek Twardochleb
Wstawiła: Halina Gębka