Wczoraj od samego ranka zaczął padać, tak długo oczekiwany przez sadowników i ogrodników, deszcz. Dla nas wycieczkowiczów, deszczowa pogoda okazała się nawet całkiem znośna, a i przez to, wycieczka była też taka niecodzienna. Na dworcu w Stargardzie spotkało się 18-tu wytrawnych piechurów. Początkowo zastanawialiśmy się: jechać do Zdrojów, czy nie, a może tak na Polanę Bobrową, bo tam jest gdzie usiąść pod dachem i blisko do domu. Pało w końcu słowo „podejmuj decyzję”. No to jedziemy do Zdrojów. Ruszyliśmy zatem do kasy po bilety i na I peron. W Szczecinie Zdrojach, zaraz po wyjściu z pociągu, pozakładaliśmy peleryny i pootwieraliśmy parasole i tak „uzbrojeni”, ruszyliśmy w kierunku Parku Krajobrazowego Szczecin Zdroje. Pod nogami było trochę mokro, a z góry też coś z pomiędzy gałęzi drzew, coś kapało. Ważne że humory wszystkim dopisywały i tak weszliśmy, trochę sapiąc, na Skurczą Górę. Padający deszczyk sprawił, że zieleń drzew i krzewów stała się bardziej intensywna i taka czysta. Nie ważne ze padało. Ważne, że było pięknie zielono i gwarno od ptaków. Po drodze mijaliśmy ciekawe korzenie drzew. Przyroda jak jej się nie przeszkadza, to sama potrafi upiększać swój wygląd. Dotarliśmy na samą górę, skąd można było, w dole, widzieć Jezioro Szmaragdowe. Tam też zrobiliśmy sobie pierwsze zbiorowe zdjęcia. Tym razem nie szliśmy na polanę widokową, tylko postanowiliśmy iść w kierunku dużej wiaty, gdzie dawniej spotkaliśmy się z turystami ze Szczecina. A żeby trochę kilometrów zrobić, to kluczyliśmy różnymi dróżkami wokół jeziora Szmaragdowego. Różnych dróg i dróżek jest tam sporo, i czasami giną one w gęstej zieleni krzewów. Jedne są oznakowane jako szlaki turystyczne, a inne nie. Teren bardzo urozmaicony i ciekawy. Czasem wchodziliśmy pod dosyć strome wzniesienia, by później schodzić w dół. Kolorowe peleryny i kurtki które mieliśmy na sobie, były urozmaiceniem dla zielonego tła roślin. W końcu doszliśmy do tej wspomnianej wiaty. Wiata to tylko z nazwy, bo została ona zniszczona przez wichury i jak na razie brakuje funduszy na jej odbudowanie, a szkoda, bo jest ona tam bardzo potrzebna. Ale w pobliżu znaleźliśmy inną, chociaż dużo mniejszą, wiatę i jakoś się pod nią wszyscy zmieściliśmy. Wreszcie można było chociaż na jakiś czas zdjąć mokre peleryny i sobie trochę posiedzieć i odpocząć. Później zeszliśmy z góry nad brzeg jeziora i tam też była główna sesja zdjęciowa. W jeziorze można było widzieć już duże karpie i inne ryby też. Ponownie pozakładaliśmy peleryny i ruszyliśmy w kierunku torów kolejowych i dalej na stację Szczecin Zdroje. Około 14,00 byliśmy już w Stargardzie. Fajna, deszczowa wycieczka dobiegła końca.
Opracował: Zbyszek Twardochleb
Wstawiła: Halina Gębka